Jeszcze do niedawna kolumbijski obrońca był pewniakiem w obronie, a teraz popełnia karygodne błędy w defensywie. Co w takim razie dzieje się z Mańkiem?
Długoletni kibice Lecha pamiętają z pewnością te czasy, kiedy to Maniek był podporą naszej ofensywy, większość piłkarzy z innych drużyn się go bała, on sam z łatwością odzyskiwał piłkę, a co najważniejsze strzelał bramki jak choćby te w meczu z Dniepropietrowskiem, Salzburgiem czy też Manchesterem City.
Po dobrych występach Kolumbijczyka przyszła kontuzja i Arboleda pauzował ponad pół roku z powodu zerwania więzadeł krzyżowych. Dość długo dochodził do zdrowia i do treningów z drużyną wrócił pod koniec zeszłego sezonu. Wszyscy liczyli na to, że od kolejnego sezonu Maniek będzie grał jak kiedyś. Tym czasem przyszły mecze sparingowe i Arboleda pojawiał się w pierwszym składzie. Nie grał źle, grał przyzwoicie.
Kiedy rozpoczęły się zmagania o punkty to gra Arboledy się posypała. Kolumbijczyk gra bardzo niepewnie, popełnia niezliczoną ilość błędów i zaczyna rozmawiać z sędziami co skutkuje żółtymi kartkami. Jedyny powód, dla którego Maniek wychodzi w podstawowym składzie jest to, że zespół trapią kontuzje i zwyczajnie nie ma kto grać. We wszystkich meczach do tej pory przy stracie bramki udział miał nie tylko Kotorowski, ale właśnie i Arboleda.
Pozostaje więc pytanie, jak długo trener Rumak będzie stawiał na Kolumbijczyka i czy stać go jeszcze na pokazanie swoich umiejętności? W końcu z jakiegoś powodu Arboleda jest jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy w polskiej lidze…