Pogoda nie rozpieszczała dzisiaj zawodników Lecha i Korony, którzy musieli pogodzić się z podziałem punktów. Jeden zdobyty przez piłkarzy Jose Mari Bakero spowodował, że „Kolejorz” spadł na 11. pozycję w lidze i właśnie na tej pozycji mistrz Polski zakończył rundę jesienną. Za tydzień awansem rozegrana zostanie pierwsza kolejka rewanżowa.
Autor: Karol Jałowiec
Dla Jacka Kiełb jutrzejszy mecz jest szczególny. Piłkarz Lecha Poznań jeszcze na początku tego roku występował w Koronie Kielce, a więc najbliższym rywalu mistrza Polski. – Jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało – przyznaje pomocnik Lecha.
Lech w tym tygodniu przygotowywał się do spotkania z Koroną Kielce. – Zajęcia na boisku były lżejsze i mam nadzieję, że tę świeżość będzie widać jutro na boisku – powiedział na konferencji prasowej trener „Kolejorza” przed spotkaniem 15. Kolejki polskiej Ekstraklasy.
W zeszłym sezonie, gdy Lech pojechał do Kielc na ligowy mecz z ówczesnym beniaminkiem to wygrał wysoko 5:0. Tamto spotkanie od pierwszej minuty zaczął Jakub Wilk, a nawet zdobył jedną z bramek. – Mamy fajne wspomnienia z tamtego spotkania – mówi pomocnik „Kolejorza”.
Zainteresowanie biletami na mecze Lecha w europejskich pucharach zawsze było bardzo duże, a kiedy do Poznania przyjeżdżają takie marki jak Manchester City czy Juventus Turyn można się było spodziewać wszystkiego. Faktycznie wejściówki na to spotkanie rozeszły się niezwykle szybko i tylko szczęśliwcy będą mogli zobaczyć spotkanie „Kolejorza” ze „Starą Damą” na żywo. Biletów w kasach już bowiem nie ma.
Trener Bakero po niedzielnym rozruchu pomeczowym dał swoim piłkarzom półtorej dnia wolnego. Jose Tshibamba wykorzystał ten czas na wyjazd do Holandii. W drodze powrotnej uległ wypadkowi samochodowemu. Jutro napastnik Lecha ma wyjść ze szpitala.
Jose Mari Bakero dość odważnie manifestuje rezygnację z zasady „zwycięskiego składu się nie zmienia”. Mimo dobrej gry zawodnika w wygranym spotkaniu w kolejnym może on usiąść na ławce. – Każdy mecz jest inny – tłumaczy opiekun Lecha.
Red Bull Salzburg, rywal Lecha w rozgrywkach Ligi Europy. jest zainteresowany transferem Joela Tshibamby. Napastnik mistrza Polski zrobił wrażenie na władzach austriackiego klubu, który rozważa jego zatrudnienie – informuje niemiecki portal transfermarkt.de. Zdaniem agencji menadżerskiej Adrian Sport Transfer d.o.o., zawodnik poznańskiego zespołu spełnia wszystkie wymogi Salzburga.
Lech dyszący, a w zasadzie czołgający się po boisku. Bez sił na skonstruowanie akcji ofensywnej. Co więcej, grając przed własną publicznością, pozwolił rywalom zamknąć się na własnym polu karnym, doprowadzając do zagrożenia pod bramką Kotorowskiego. Takiego Lecha nie widzieliśmy dawno, bo nawet drużyna Zielińskiego, gdy przegrywała to stwarzała pozory gry ofensywnej i to ona prowadziła grę. W sobotę było inaczej.
Liga w tym roku spłatała kibicom niezłego psikusa, ale dzięki takiemu, a nie innemu obrotowi sprawy jest ona niezwykle ciekawa. W tej chwili trudno szukać wśród jakiejkolwiek drużyny kandydata na potencjalnego mistrza Polski. Zgodnie z niepisaną zasadą mistrzostwo zdobyć może drużyna, która nie przegra w lidze więcej, niż czterech spotkań. Oznaczałoby to, że szanse na tytuł zachowały cztery drużyny. Jednak nie tym razem.