01.06.2022, g. 16:00
Liga Narodów UEFA
Polska vs Walia
Do meczu pozostało:
4dn.9godz.14min.
11.75 X3.50 24.45 Odbierz 2720 zł i typuj na eFortuna.pl Zarejestruj konto
Transmisja na żywo

Czy złagodzą stadionowe restrykcje?

kibice kibole wiara lecha- Każdy wchodzą­cy na try­buny kibic trak­towany jest jak potenc­jal­ny ter­ro­rys­ta. Trze­ba go sfil­mować, sfo­tografować, cią­gle mieć go na oku. Jeżeli nie pod­da się restrykcjom ustawy o bez­pieczeńst­wie imprez masowych, z automatu sta­je się bandytą sta­dionowym — pisze Józef Djaczenko, kibic, dzi­en­nikarz, autor książ­ki o sta­dion­ie przy uli­cy Bułgarskiej.


W ślepym zaułku

W porów­na­niu do chao­su i chuli­gańst­wa, par­al­iżu­jącego ligowe roz­gry­w­ki w lat­ach 90., dzisiejsze sta­diony to oaza porząd­ku i bez­pieczeńst­wa. A jed­nak to dziś poli­ty­cy i dzi­en­nikarze wal­czą ze „sta­dionowym bandytyzmem”.

Nie wszyscy i nie zawsze pamię­ta­ją, co na pol­s­kich sta­dionach dzi­ało się kilka­naś­cie lat temu, gdy całkiem zasłuże­nie słowo „kibic” utożsami­ane było ze słowem „chuli­gan”. Try­buna­mi władali ludzie wszczy­na­ją­cy zadymy, szarżu­ją­cy na ciężko przes­traszonych polic­jan­tów, zma­ga­ją­cy się z kibi­ca­mi drużyny prze­ci­wnej. Po meczu sta­diony przy­pom­i­nały pobo­jowisko, a rozró­by przenosiły się na ulice. Zniszczenia były tak duże, że w Poz­na­niu i innych mias­tach rad­ni doma­gali się zakaza­nia orga­ni­za­cji meczów. Samorządy nie chci­ały dłużej ponosić kosztów napraw­ia­nia skutków wan­dal­iz­mu. Jeżeli woje­w­o­da zamykał sta­dion, to nie za odpale­nie rac, ale za zamiesz­ki, demolowanie obiek­tu, pod­palanie ławek.

Na piłkars­kich meczach lała się krew, niszc­zone było mie­nie, a wszelkiego rodza­ju służ­by wykazy­wały total­ną bezrad­ność. Polic­jan­ci zachowywali się tak, jak­by jedynym ich celem było wyjść cało z opresji. Fol­go­wali sobie za to pod­czas kon­wo­jowa­nia grup kibiców uda­ją­cych się na wyjazdy. W poczu­ciu bezkarnoś­ci rozpy­lali gaz łza­w­ią­cy bez potrze­by, dopuszcza­li się rękoczynów. Wza­jem­na nien­aw­iść się­gała zen­i­tu. Urzęd­ni­cy i poli­ty­cy unikali tego drażli­wego tem­atu. Polic­ja powoły­wała roz­maite spec­jal­isty­czne zespoły mające rozpra­cowywać grupy kibi­cowskie, ale było to takie samo jak dziś trwonie­nie sił i środków.

Wiel­ka przemiana

To była dro­ga donikąd. Pato­log­iczne zjawiska nasi­lały­by się, gdy­by pod koniec ostat­niej dekady XX wieku w Poz­na­niu nie nastąpił przełom. Najak­ty­wniejsi przed­staw­iciele środowiska kibiców Lecha porozu­mieli się z władza­mi klubu. Prezes Ryszard Dola­ta zaprosił fanów do zaan­gażowa­nia się w sprawy klubowe, do pra­cy nad tzw. małym mar­ketingiem, czyli sprowadzaniem reklam­odaw­ców wyko­rzys­tu­ją­cych zain­stalowane na sta­dion­ie tablice. Fani Lecha orga­ni­zowali w szkołach spotka­nia z piłkarza­mi, pop­u­lary­zowali klub w mieś­cie, a przy okazji zmieniali włas­ny wizerunek.

Najważniejsze, że zobow­iąza­li się do zaprowadzenia porząd­ku na try­bunach. Z „Buł­garskiej” poznikały oso­by utożsami­a­jące sobie kibi­cow­anie z chuli­gańst­wem. Sta­dion się zmienił. W poprzed­nich sezonach frek­wenc­ja wynosiła od tysią­ca do 4 tysię­cy widzów. Ter­az radykalnie wzrosła, na wid­owni pojaw­iły się kobi­ety, pier­wszy raz od wielu lat. To już był inny świat. Na mecze przy­chodz­iło się z przy­jem­noś­cią, bo orga­ni­zowane przez kibiców oprawy były nie mniej intere­su­jące, a z pewnoś­cią bardziej wid­owiskowe niż sam mecz. Poz­nańs­ki samorząd znalazł sens zaan­gażowa­nia się w sprawy klubowe, w pomoc w poszuki­wa­niu spon­sorów, wresz­cie w rozbu­dowę sta­dionu. Od tego cza­su, a więc przez co najm­niej 15 lat, na poz­nańskim sta­dion­ie nikt nie widzi­ał chuli­gańs­kich wybryków, z wyjątkiem kilku mało znaczą­cych incydentów.

Inny świat

Kiedy porównu­je się obraz­ki z obec­nego sta­dionu ligowego z tym, co oglą­dal­iśmy tu kilka­naś­cie lat wcześniej, zauważamy ogrom­ną różnicę. Przemi­any nastąpiły nie za przy­czyną skutecznoś­ci urzęd­ników, poli­tyków i policji, ale zmi­any men­tal­noś­ci ludzi zasi­ada­ją­cych na wid­owni. Co jed­nak szoku­je, drasty­czne przepisy ustawy o bez­pieczeńst­wie imprez masowych weszły w życie aku­rat ostat­nio, gdy chuli­gańskie incy­den­ty od daw­na nie występują.

W tej sytu­acji trud­no się dzi­wić kibi­com, że czu­ją się oszukani. Media bezkry­ty­cznie, bezre­fleksyjnie szoku­ją opinię pub­liczną pow­tarza­jąc stwierdzenia poli­tyków o bandy­tyzmie na sta­dionach, o hand­lowa­niu na try­bunach narko­tyka­mi, o związkach akty­wnych kibiców ze zor­ga­ni­zowany­mi gru­pa­mi przestępczy­mi. Opowieś­ci takie nasil­iły się przed Euro 2012. Pola­cy dowiady­wali się, że wielkiemu świę­tu fut­bolu mogą zagroz­ić „kibole” i inni bandy­ci. Mało kto przyj­mował do wiado­moś­ci, że jeżeli nawet na ligowych sta­dionach dzieje się samo zło, to i tak „kibole” nie intere­su­ją się Mis­tr­zost­wa­mi Europy. Ta impreza ma zupełnie inną publiczność.

Polic­ja potrafi

Obraz­ki z pol­s­kich miast orga­nizu­ją­cych mecze Euro 2012 mogły szokować. Na uli­cach baw­iły się kolorowe tłumy kibiców, rozśpiewanych, roz­tańc­zonych, pijanych nie tylko radoś­cią i patri­o­tyzmem. Polic­ja zachowywała się rozsąd­nie i przy­jaźnie, nie reagowała, gdy nie było to abso­lut­nie koniecznie, a przede wszys­tkim nie prowokowała, nie urządza­ła pokazów siły. Zachowywała się zupełnie inaczej niż w tych samych mias­tach, w pobliżu tych samych sta­dionów, ale pod­czas odby­wa­ją­cych się tu innych meczów.

Polscy kibice chodzą­cy na mecze ligowe mają pra­wo twierdz­ić, że coś się nie zgadza. Polscy polic­jan­ci potrafią zachować się równie przy­jaźnie, jak ich bel­gi­js­cy, czescy, włoscy koledzy esko­r­tu­ją­cy rozśpiewaną, świet­nie się baw­iącą grupę poz­nańs­kich kibiców zmierza­jącą na sta­dion w Brugii, Pradze czy Turynie. Polic­ja jest for­ma­cją dzi­ała­jącą na rozkaz, więc trud­no wierzyć w przy­padek. Tu nie ma miejs­ca na swo­bodę postępowa­nia. Sko­ro jed­nych trak­tu­je się sym­pa­ty­cznie, ze świado­moś­cią, że agres­ja rodzi agresję, a innych dokład­nie odwrot­nie, to wniosek jest oczy­wisty. Pod­czas meczów ligowych nie chodzi o zapewnie­nie bez­pieczeńst­wa na sta­dion­ie, bo to moż­na było­by osiągnąć prosty­mi środ­ka­mi, ale o wyt­worze­nie atmos­fery zagroże­nia i wysłanie w Pol­skę przekazu, że dzieje się zło, które należy pięt­nować roz­palonym żelazem.

Do czego służy futbol?

Pił­ka noż­na nie została wymyślona po to, by stworzyć pole kon­frontacji między gru­pa­mi poli­tyków, czy między sterowaną przez nich policją a kibi­ca­mi. Fut­bol jest sportem budzą­cym ogromne emoc­je, rodzą­cym namięt­noś­ci. To jest rozry­wka. Ludzie przy­chodzą na sta­dion, by wspier­ać swo­ją drużynę, delek­tować się grą, dawać upust emocjom, wspól­nie się baw­ić. A jed­nak w naszej ligowej rzeczy­wis­toś­ci dzieje się inaczej. Sta­diony przes­tały służyć rozry­w­ce, zamieniły się w miejs­ca stosowa­nia najnowocześniejszej tech­ni­ki służącej śledze­niu, podglą­da­niu, inwig­ilowa­niu, namierza­niu, iden­ty­fikowa­niu. Każdy wchodzą­cy na try­buny kibic trak­towany jest jak potenc­jal­ny ter­ro­rys­ta. Trze­ba go sfil­mować, sfo­tografować, cią­gle mieć go na oku. Jeżeli nie pod­da się restrykcjom ustawy o bez­pieczeńst­wie imprez masowych, z automatu sta­je się bandytą sta­dionowym. Grozi mu aresz­towanie, nałoże­nie wysok­iego man­datu i kilkulet­ni zakaz wstępu na mecze.

Czego trze­ba się dop­uś­cić, by sprowokować tak surowe reakc­je? Otóż niczego. W niek­tórych mias­tach moż­na zaro­bić zakaz sta­dionowy za uży­cie brzy­d­kiego słowa. W innym za wstanie z miejs­ca, do którego się jest przyp­isanym albo za prowadze­nie dopin­gu nie z miejs­ca siedzącego ale z pod­wyższenia. Wszędzie – za zasłonię­cie twarzy.

Odpowiedzial­ność zbiorowa

Nie dość, że stosowane są takie przepisy, to woje­w­o­da może zamknąć cały sta­dion lub jed­ną z try­bun. Twierdzi, że nie czyni tego za karę, lecz w związku z zagroże­niem bez­pieczeńst­wa, ale nikt w to nie wierzy, bo prze­cież nie ma w Polsce bez­pieczniejszych, skrupu­lat­niej chro­nionych miejsc niż ligowe sta­diony. Sek­tor goś­ci na sta­dion­ie Legii pop­u­larnie nazy­wany jest Guan­tanamo, tak ostry panu­je tam reżim. Tylko w Polsce państ­wowy urzęd­nik może dla kapry­su włas­nego lub pre­miera pozbaw­ić pub­liczność przy­jem­noś­ci oglą­da­nia meczu, nawet jeżeli kupiła wejś­ciów­ki na wid­own­ię. Klub, czyli legal­nie dzi­ała­ją­cy pod­miot gospo­dar­czy ponosi straty finan­sowe, których oczy­wiś­cie admin­is­trac­ja państ­wa nie zrefunduje.

Wszys­tko to spraw­ia, że oso­by związane z pol­ską piłką, nieza­leżnie o tego, czy reprezen­tu­ją środowisko kibiców czy właś­ci­cieli klubów są przeko­nane, że nie żyją w kra­ju nor­mal­nym, w państ­wie prawa. Piłkarscy dzi­ałacze z innych kra­jów twierdzą, że u nich taka urzęd­nicza samowola nie była­by możliwa.

Idzie nowe?

Pod­czas Euro 2012 polscy pra­cown­i­cy, zatrud­ni­ani przez UEFA, odpowiada­ją­cy za orga­ni­za­cję meczów, roz­maw­iali z kolega­mi z innych kra­jów na tem­at postępowa­nia z kibi­ca­mi, bez­pieczeńst­wa na meczach. Goś­cie spoza Pol­s­ki byli w szoku dowiadu­jąc się o obow­iązu­ją­cych u nas restrykc­jach. Przekony­wali, że u nich takie pra­wo nie weszło­by w życie, bo stanow­ią je ludzie odpowiedzial­ni, zda­ją­cy sobie sprawę, do czego służą stadiony.

Ostat­nio także u nas widać symp­to­my odwilży. Nowy prezes PZPN Zbig­niew Boniek zapowiedzi­ał dzi­ała­nia na rzecz zmi­any wiz­erunku związku, porozu­mienia się z kibi­ca­mi. Także rządzą­cy poli­ty­cy zauważyli, że znaleźli się w ślepej uliczce. Polic­jan­ci wolą ści­gać prawdzi­wych przestępców a nie kibiców odpala­ją­cych race. Zależy im prze­cież na tak zwanych statystykach wykry­wal­noś­ci, a dziś na polece­nie władz gonią przysłowiowego królicz­ka bez nadziei złowienia go. Kosz­ty wal­ki z „bandy­tyzmem sta­dionowym” ros­ną. Wielu polic­jan­tów spędza długie godziny przed mon­i­tora­mi usiłu­jąc porówny­wać buty kibiców wchodzą­cych na sta­dion i odpala­ją­cych race. Kibice Cra­covii utrud­nili im zresztą ciężką pracę śled­czą – ubier­a­ją się iden­ty­cznie: te same buty, spod­nie, kurtki…

Co się zmieni?

Zapowia­da się – choć nie moż­na mieć pewnoś­ci – że najbardziej surowe przepisy zostaną złagod­zone. Niek­tórzy mówią nawet o zniesie­niu obow­iązku posi­ada­nia kart kibi­ca, choć moż­na wąt­pić, czy odwilż sięg­nie aż tak daleko. Bardziej praw­dopodob­ne jest, że nie będą zaw­ier­ały wiz­erunku posi­adacza. W grę wchodzi częś­ciowe zale­gal­i­zowanie pirotech­ni­ki, choć cią­gle jeszcze urzęd­ni­cy związani z rzą­dem zarzeka­ją się, że nie ma o tym mowy. Mówi się także o tym, że 20 pro­cent pojem­noś­ci sta­dionu mają stanow­ić miejs­ca sto­jące, czego od daw­na doma­ga­ją się kibice.

Z pewnoś­cią nie obe­jdzie się bez wyrzuce­nia z ustawy o bez­pieczeńst­wie imprez masowych długiej listy bubli prawnych pow­ięk­sza­ją­cych biurokrację, utrud­ni­a­ją­cych pracę służbom ochrony i pra­cown­ikom klubu. Gdy­by kierować się tylko literą prawa, wyk­luc­zona by była sprzedaż biletów na mecze przez Inter­net, bo ustawa nakazu­je kupu­jące­mu okazanie dowodu tożsamoś­ci. Trze­ba zmienić zapisy doty­czące iden­ty­fikacji VIP-ów. Klub ma pra­wo nałożyć zakaz sta­dionowy (co w samo w sobie jest kuri­ozalne), ale nie może zain­tere­sowanego o tym powiadomić, bo usta­wodaw­ca poz­wolił mu wprawdzie przetwarzać wszys­tkie jego dane, ale dostępu do adresu już nie zapewnia.

Niskie notowa­nia rzą­du nie są dziełem przy­pad­ku. Jeżeli poli­ty­cy nie pójdą po rozum do głowy i nie złagodzą przepisów wprowad­zonych w atmos­ferze wyt­wor­zonej przez niek­tóre media wal­ki z „kibolst­wem” – przegrają.

Józef Djaczenko

Artykuł pub­likowany na stron­ie: http://www.ochronaimprezmasowych.pl/index.php/czytelnia/artykuly/79-czy-zlagodza-stadionowe-restrykcje

Kursy na mecze Lecha

Brak spotkań

Kursy bukmacherskie Ekstraklasa

Brak spotkań

Następny mecz

Ostatni mecz

Mecze Ekstraklasy

Tabela Ekstraklasy (gr. mistrzowska)

Tabela Ekstraklasy

Strzelcy Ekstraklasy

Archiwum newsów

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.